W surduciku szarym, w surduciku czystym
przyszed艂 prosto z lasu raz wilk do dentysty.
- Panie doktorze, z臋by mnie bol膮.
My艂em je piaskiem, my艂em je sol膮,
p艂uka艂em sza艂wi膮, spa艂em w ok艂adach.
Nic nie pomog艂o, bol膮 mnie nadal.
Zr贸b co艣 z z臋bami, panie doktorze!
- i tu wilk wilcz膮 paszcz臋 otworzy艂.
K艂y w niej b艂ysn臋艂y ostre i du偶e.
Doktor ze strachu a偶 oczy zmru偶y艂.
R臋ce si臋 trz臋s膮, nogi dygoc膮.
Jak w takim stanie s艂u偶y膰 pomoc膮?
W艂osy si臋 je偶膮, lata mu grdyka.
Wilk pysk otworzy艂 i nie zamyka!
- Trudno, niech dzieje si臋 co chce!
Jak mu nie ul偶臋, to mnie zje.
- Otar艂 wi臋c czo艂o zroszone potem
i rzek艂 uprzejmie: - Prosz臋 na fotel.
Znowu b艂ysn臋艂y wilcze z臋biska,
a jeszcze wi臋ksze, gdy patrze膰 z bliska.
Zamkn膮艂 wi臋c oczy i szczypce uj膮艂...
Niech si臋 nade mn膮 艣wi臋ci zmi艂uj膮!S
chyli艂 si臋, szarpn膮艂 i w oka mgnieniu
ju偶 i po z臋bie, i po cierpieniu.
Wilk u艣miechni臋ty zszed艂 z fotela.
Od dzisiaj we mnie masz przyjaciela.
Jak mam dzi臋kowa膰? Jak si臋 odwdzi臋cz臋?
Masz za to cztery sk贸rki zaj臋cze.
Odwied藕 mnie kiedy艣, drogi doktorze.
Przyjm臋 jak kr贸la w mej wilczej norze.
A gdy ju偶 za nim drzwi si臋 zamkn臋艂y,
doktor z krawata rozlu藕ni艂 prze艂yk.
Kraciast膮 chustk膮 twarz ca艂膮 wytar艂
i westchn膮艂 ci臋偶ko: To ci wizyta!
I jeszcze tego samego dnia
tak膮 tabliczk臋 przybi艂 na drzwiach:
Nie przyjmuje si臋 nikogo,nawet psa z kulaw膮 nog膮.
Niech tu 偶aden zwierz nie wchodzi,
Bo na serce mi to szkodzi!
autor wiersza: Tadeusz 艢liwiak
przyszed艂 prosto z lasu raz wilk do dentysty.
- Panie doktorze, z臋by mnie bol膮.
My艂em je piaskiem, my艂em je sol膮,
p艂uka艂em sza艂wi膮, spa艂em w ok艂adach.
Nic nie pomog艂o, bol膮 mnie nadal.
Zr贸b co艣 z z臋bami, panie doktorze!
- i tu wilk wilcz膮 paszcz臋 otworzy艂.
K艂y w niej b艂ysn臋艂y ostre i du偶e.
Doktor ze strachu a偶 oczy zmru偶y艂.
R臋ce si臋 trz臋s膮, nogi dygoc膮.
Jak w takim stanie s艂u偶y膰 pomoc膮?
W艂osy si臋 je偶膮, lata mu grdyka.
Wilk pysk otworzy艂 i nie zamyka!
- Trudno, niech dzieje si臋 co chce!
Jak mu nie ul偶臋, to mnie zje.
- Otar艂 wi臋c czo艂o zroszone potem
i rzek艂 uprzejmie: - Prosz臋 na fotel.
Znowu b艂ysn臋艂y wilcze z臋biska,
a jeszcze wi臋ksze, gdy patrze膰 z bliska.
Zamkn膮艂 wi臋c oczy i szczypce uj膮艂...
Niech si臋 nade mn膮 艣wi臋ci zmi艂uj膮!S
chyli艂 si臋, szarpn膮艂 i w oka mgnieniu
ju偶 i po z臋bie, i po cierpieniu.
Wilk u艣miechni臋ty zszed艂 z fotela.
Od dzisiaj we mnie masz przyjaciela.
Jak mam dzi臋kowa膰? Jak si臋 odwdzi臋cz臋?
Masz za to cztery sk贸rki zaj臋cze.
Odwied藕 mnie kiedy艣, drogi doktorze.
Przyjm臋 jak kr贸la w mej wilczej norze.
A gdy ju偶 za nim drzwi si臋 zamkn臋艂y,
doktor z krawata rozlu藕ni艂 prze艂yk.
Kraciast膮 chustk膮 twarz ca艂膮 wytar艂
i westchn膮艂 ci臋偶ko: To ci wizyta!
I jeszcze tego samego dnia
tak膮 tabliczk臋 przybi艂 na drzwiach:
Nie przyjmuje si臋 nikogo,nawet psa z kulaw膮 nog膮.
Niech tu 偶aden zwierz nie wchodzi,
Bo na serce mi to szkodzi!
autor wiersza: Tadeusz 艢liwiak